Awantura o niewyniesione śmieci wygląda na koniec świata i mija do wieczora.
Dwa dni chłodnego „nic się nie stało” nie wyglądają na nic i potrafią zostać na lata.
Ta dysproporcja jest tak powszechna, że przestaliśmy ją zauważać.
Kłótnia jest kanałem, cisza jest jego brakiem
W kłótni informacja płynie w obie strony. Krzyk niesie treść: jestem wściekły, to dla mnie ważne, nie odpuszczę. Można się z tym nie zgodzić, ale wiadomo, o co gra się toczy. Po prostu wiesz, że nadal coś trwa…
Milczenie nie niesie nic i właśnie dlatego jest gorsze. Człowiek po drugiej stronie musi zgadywać, a zgadując, wypełnia pustkę najgorszą wersją, jaka przyjdzie mu do głowy.
Cisza między ludźmi nie jest brakiem rozmowy.
Jest jej najbardziej dosłowną częścią.
Co z tym zrobić
Najskuteczniejsza rzecz, jaką znam, jest banalnie prosta i trudna do wykonania: nazwać ciszę, zanim się w nią wejdzie. Jedno zdanie wystarczy.
„Potrzebuję dwóch godzin, wrócę do tego wieczorem.”
Kanał zostaje otwarty, choć przez niego nic nie płynie.
To nie jest technika, ani sztuczka komunikacyjna. To po prostu uprzedzenie drugiej osoby, że pustka, którą za chwilę usłyszy, nie jest o niej.
Ta przestrzeń jest dla nas – samoregulacja, swobodne przemyślenia, bez narażania tej drugiej strony , a przede wszystkim siebie samych na coś, czego będziemy żałować, jeżeli zostanie wypowiedziane w emocjach.
Nerwy i pośpiech to najgorszy doradca z możliwych
Przerwa w dynamicznej rozmowie czy kłótni to przestrzeń na zebranie myśli, na ułożenie emocji. Nie ucieczka od problemu.
Samoregulacja to jedna z umiejętności, której często brakuje nam wszystkim.
